Jarek

Kto z żeglarzy miałby nie znać Jarka Marszałła? Zwłaszcza wśród harcerzy, ale nie tylko. Ja też znałem Jarka; jako KWŻeta z Jastarni, jako kapitana wielu dalszych i bliższych żeglarskich pływań, jako kolegę mieszkającego w nieodległej od Pucka Redy. Znałem, bo Jarek Marszałł zmarł kilka dni temu.
Czas ma to do siebie, że upływa i nie zostawia nam wyboru. Z naszej perspektywy zawsze się, prędzej czy później, kończy pozostawiając ze sobą smutek i żałość i wspomnienie. Do kiedy jest wspomnienie, póty życia, nawet po śmierci.
Jarek był żeglarzem, powiedziałbym, instytucjonalnym. Raz, że sam był człowiekiem żeglarską instytucją, dwa, że kiedy przed dziesiątkami lat zaczynał swoje żeglowanie, innego, niż instytucjonalne, żeglarstwa, w Polsce, nie było. Przytulił się do Harcerstwa i był to o tyle dobry wybór, że wychowanków, ludzi, którym pokazał piękno morza, spod żagli, czyli z najlepszego miejsca, z którego można to piękno oglądać, jest całe mnóstwo. Ludzi, którym pozostał w sercu i wdzięcznej pamięci.
Jarek zadzwonił do mnie do domu, któregoś lipcowego wieczora, dawno temu, w dwudziestym jeszcze wieku, strach się przyznać ile to już lat upłynęło, z propozycją bym, zamiast niego poprowadził dwutygodniowy rejs na harcerskiej Vedze, z harcerską załogą, trasą do mojego wyboru. Był to mój pierwszy rejs kapitański, pływanie, które pamięta się najlepiej ze wszystkich innych, dlatego, że było pierwsze obarczone taką, było nie było, dorosłą odpowiedzialnością. Za sprzęt i załogę 😉 . Przepiękne dwa tygodnie, począwszy od Visby, przez Dalaro, do Sztokholmu, Sandhamn do Gdyni poprzez letni, burzowy i burzowo burzliwy Bałtyk. Nieprawdopodobne widoki na podniebne cyrki śnieżnobiałych u góry i czarnych deszczem u dołu cumulonimbusów podczas gdy spłachetek wody, na którym akurat staliśmy łódką wyprasowany gladą gdy kilkaset metrów dalej szedł deszczowy, wietrzny szkwał gnający przed sobą wzburzoną i spienioną właśnie wodę. Cztery doby przejścia przez takie morze, od chmury do chmury, pod wiatr i pośród błyskawic.
Takie mam wspomnienie o Jarku Marszalle, nie mu tam Pan Bóg litościwy będzie i weźmie go na szturmana niebieskiej nawy gdzieś tam w spokojniejszym zakątku na niebiesiech…